Notka powstaje od 26 października :P I jakoś tak wcale się nie chce napisać sama :/ Melduję, że właśnie w/w dnia wywędrował ode mnie kalendarz agmazur z sierpniowym kotem :)  W moim posiadaniu znajdują się dwa następne kalendarze, dosiadam się powoli do nich ;P Skończyłam także następną rękawiczkę do SALA 2010 i na tym mój tegoroczny SAL się kończy :) Nie stać mnie na zakup brakującego głównego koloru więc plan wyszycia dwóch pozostałych rękawiczek odłożony zostaje na czas nieokreślony.  Z innych nowości: zaszydełkowałam się oraz zadrutowałam :D Skończyłam sanczo-panczo i przy tym nauczyłam się, aby wybierać wzór na tak dużą pracę bez bąbelków :S dzierganie ich trwało w nieskończoność :) Tutaj sancho-panczo na mojej mamuśce:   A także oszalikowałam... hmm... oszalałam na punkcie ocieplnych szyjaków... kurde.... ocieplaczy szyjnych wg Fasoli. Oczywiście w rozpędzie źle zaczęłam tenże ocieplacz i zrobiłam go bez ściągacza. Ale już powstaje ten prawidłowy ze ściągaczem. Na razie poszukuję do niego drewnianych lub niebieskich guzów :) włóczka to 70% akrylu i 30% wełny - Himalayah Paddisah - zalecane druty 5,5 ale ja robiłam na 6,5 :)    Pozdrawiam wszystkich czytających serdecznie :D  | II WSPM | Oct 3, '10 3:59 PM for everyone |
II Wielkie Spotkanie Podlasko-Mazurskie :) Sobota była dniem szczególnie miłym i wesołym. Na spotkaniu wyściskałam i wycałowałam dużo osób, które szczerze bardzo bardzo polubiłam :) Czas po prostu leciał jak woda ^^ Oglądanie i macanie prac innych osób to najmilsza rzecz pod słońcem, a wspólne ochy i achy nad swetrem i mierzenie i wzory i wymiany zdań... ajajaj :D I tak w ogóle to wzruszałam się ciągle i tylko ukrywałam łezkę w oku coby makijażu nie rozmazać i nie pokazać, że ze mnie w środku to miękki budyń :) Z moich prac zabrałam ze sobą: króliczki, kwiaty z "Kramu z robótkami" (które skończyłam dzięki komentarzowi Lilki pod ostatnim długaśnikiem ;)), skarpetkę zimową, białą choinkę, smoki kawowe, niedokończony Lanarte, koci kalendarz oraz szydełkowe bzdety :) Niestety aparatu nie wzięłam więc zostaje mi kradzież i bezprawne wykorzystanie zdjęć dziewczyn (za co z góry przepraszam :*), służę jedynie swoim zdjęciem kwiatów (zrobiłam je kiedy jeszcze słonko dopisywało):  Królik otrzymał haftowaną mordkę i guzikowe oczka. Ale do domu już ze mną nie wrócił, tak samo jak ten drugi, szydełkowy. Zamieszkały u małej Kingi :) Mam nadzieję, że nie powędrują szybko do kąta i posłużą jej dobrze jako przyjaciele. Tu ukradzione od Aty zdjęcie filcowego króla :)  Od kiedy tylko pojawiłam się na sali widziałam same znajome, miłe, uśmiechnięte twarze :) Największą niespodzianką była mała, chuda i koścista osoba :D która poznała mnie właśnie po skopiowanym wzorze na królika :))) ATA! pojawiła się podstępnie wcześniej mówiąc, że nie przyjedzie. Obściskałam i wycałowałam i ochałam nad frywolitkami :D Aploch, Yenulka, Emlut... dziewczyny jesteście po prostu wspaniałe!! Aż wierzyć się nie chcę, że można po jednym spotkaniu na żywo zapałać tak pozytywnym uczuciem do osób znanych jedynie z prac :D A już absolutnie nie spodziewałam się tylu wspaniałych rzeczy od Was <3 Od Ani ( Aploch) cudny kawałek lnu i ręcznie farbowaną nitkę z jej zasobów, z życzeniami abym już się niemęczyła z backstitchami i ćwierćkrzyżykami na kanwie :D (najlepsze życzenia jakie kiedykolwiek słyszałam ^^)  Od Emlut piękne i cudne i wspaniałe kolczyki... wykonane przez nią własnoręcznie co dodaje im jeszcze większego blasku. Będą to teraz najczęściej noszone przeze mnie kolczyki :D  Także od Emlut piekna, żabowo-książęca butla zdedupażowana (hasełko męża Emlut ;)). Całowałam ale żabki nie chciały się przemieniać ^^  A na koniec wyżebrana od Aty zakładka :D frywolitka igłowa rządzi!! Już mam plan zakupu igiełek i będę próbować, zwłaszcza iż z Atą już się ugadałyśmy, że candy na jej blogu nie wygram :D 
A na koniec wspomnień ze spotkania pokażę, co udziergałam :) Są to mitenki szydełkowe, pozostaje pytanie do Was: które ozdóbki do nich dorobić, te złotawe guziczki czy szydełkowe kwiatki :)  Serdecznie dziękuję wszystkim osobom będącym na spotkaniu i gorąco je pozdrawiam :D zwłaszcza organizatorki ;) Jak tylko sobie coś wspaniałego przypomnę to na pewno dopiszę :D Buziaki i uściski dla wszystkich :* A na koniec jak ostatnio Faziu (myślał, że mama rybki myje i tak sterczał przy zlewie żebrząc o ogonki):   Hmm... hmm... hm... - zahymała Monika, po czym spojrzała na listę sporządzoną pochyłym pismem mańkuta. Na liście wypisała wcześniej tematy, które miała poruszyć w kolejnym odwlekanym długaśniku :) Na początku listy wielkimi koślawymi literami kłuł w oczy napis: "Biesiada Miodowa". Kocham miód. Zwłaszcza ten płynny. Chociaż przepadam także za innymi jego odmianami. Coroczna biesiada miodowa w Tykocinie ciągnie mnie do siebie jak pszczołę :) Tym razem jednak pojechałam nie tylko ze względu na ten złocisty nektar. W planie imprezy była także grupa grająca jazz/blues. A takiej okazji staram się nigdy nie przegapić. Popędziliśmy z Pawłem małym bordowym micrusem, aby zjeść kiełbachę z grilla, popić ją kwasem chlebowym i zasłuchać się pod sceną w dźwięki saksofonu. Spotkała mnie także wielce wielce niespodziewana niespodziewajka... wygrałam rower :D Aby go wygrać napisałam krótki wierszyk o województwie podlaskim, a ponieważ całym małym serduszkiem kocham swoje województwo, natchnienie spłynęło na nędznie przerywający długopis :) Nie było rady, mimo chęci pozostania na imprezie dłużej, poszliśmy upychać rower do micrusa. Pół godziny męki, powrót do domu i to zdziwienie w oczach mamy, gdy do domu zamiast z miodkiem weszłam z rowerem @^_^@  
EGZAMINY POPRAWKOWE Wstyd przyznać, jednak nie ominęły mnie w tym semestrze poprawki :( Na szczęście obkułam się i jestem dalej studentką. Dziękuję za trzymane kciuki, a także przekleństwa pomyślane w głębi duszy, a brzmiące mniej więcej: "zdaj wreszcie te poprawki do cholery jasnej...." :D PRAWO JAZDY Tak! Jestem dumną posiadaczką tegoż dokumentu. Kurs był wspaniały, przyjemny, pouczający i co najważniejsze bezstresowy, za co dziękuję mojej instruktorce - Kasi. A także pozdrawiam serdecznie całą załogę Babskiej Elki. Egzamin teoria/praktyka zdane za pierwszym podejściem. Teraz zostaje uciułać grosz na jakiś leciwy wrak i mogę dumnie wozić swoje zacne cztery litery:) KOTY Przeklęta potajemnie przez uczestniczki RR ogłaszam iż: lipcowy kot wyhaftowany i zapakowany wyruszył do Niesi, sierpniowy kot na ukończeniu, a wrześniowy zacznie rosnąć na kanwie jak tylko ukończę leżakującego :) Na dowód załączam zdjęcia:  
SKOŃCZONE Jest też kilka rzeczy, które skończyłam ciągając je ze sobą w torebce czy plecaku :) Szalik z kwadracików Granny Squares, wykonany cieniowaną merceryzowaną bawełną i obrobiony łagodną falbanką. Wielkość szaliczka mini mini: 25x95 cm. Planuję podszyć go polarkiem :)  Króliczek. Sposób zrobienia z blogu jednej ze wspaniałych robótkomaniaczek (wstyd bo nie pamiętam z którego). trzeba jeszcze tylko doszyć koralikowe oczka.  Świąteczna skarpetka bijąca po oczach ogromem metalizowanych nici.  Króliczek, którego zapragnęłam... na wzór króliczka Aty (niestety nie wygrałam go u niej w candy więc musiałam wydziergać swojego). Króliczek ma przykładowe oczko, ale jednak zrobię je z guzików  PRZEKLEŃSTWO MNOGOŚCI CHĘCI Mnożą się prace, które zaczynam i dziubam powoli po kilka krzyżyków. Wyciągnęłam je w końcu na światło i obcykałam, tak że kiedy tylko wejdę do albumu z nieskończonymi pracami to się zawstydzę i sięgnę po którąś. Oto i one:       A teraz korzystam z ostatnich wolnych dni września, dziubam sierpniowego kotka rozkoszując się materiałem na którym nareszcie nie muszę się wkłuwać na siłę w środek krzyżyka i zastanawiam się jakim sposobem ubije mnie Aploch na II spotkaniu podlaskim, które odbędzie się w październiku :) A o szczegółach organizacyjnych tegoż spotkania dowiecie się STĄDDodatkowo codziennie w kuchni rozchodzi się zapaszek gotowanych grzybków i zalewy octowej do nich :)   A tutaj bonus w postaci Fazera:     Święta przepełzły, ferie minęły, sylwester spokojny i cichy (w domu), a już jutro powrót po okresie dwutygodniowego odpoczynku na uniwerek. Z jednej strony radocha, z drugiej - koniec laby  Zaoczna szkoła skończyła się dzisiaj i teraz przede mną wspaniała wizja wolnych weekendów  . Jeszcze tylko teoretyczny egzamin 19.01 i praktyczny 22.01. Przed końcem roku zdążyłam skończyć ostatnią myszę i opuściłam szeregi RR-owiczek Mlodetskiej.  Kot na ukończeniu, a staram się go szybko wydziubać bo teraz przed sesją będę miała pewnie nawał nauki. Choinki SAL-owej niestety nie skończyłam, ale na szczęście udało mi się wydziubać moje białe natchnienie na błękitnej kanwie. Mróz szczypie w policzki, a kot rano coraz głębiej wpycha mi się pod koc. Potem rozgrzana łapka i kinol wyglądają spod kocyka pańci i węszą kiedy pójdę do kuchni  .   
Czasami zdarza mi się podziwiać prace scrapowiczek. Mam nadzieję, że przyda się Wam stronka, którą znalazłam. Są to darmowe czcionki. A uwierzcie mi można tam znaleźć perełki do wydrukowania. Oto niektóre przykłady:      
Mam nadzieję, że komuś się to może przydać.
Aby zainstalować czcionkę należy: 1. Ze strony www.dafont.com wybraną czcionkę zapisać na dysku za pomocą przycisku Download.

2. Rozpakować ściągniętą czcionkę i plik zawierający ją wkleić do:
Start --> Panel sterowania --> Czcionki

3. Przy wklejeniu czcionki pojawi się okno postępu. Po za kończeniu procesu nasza czcionka będzie dostępna we wszystkich programach używających czcionek na naszym komputerze.
 Polecam szczególnie dział czcionek DECORATIVE.Buziole    | Myszory | Dec 15, '09 4:32 PM for everyone |
Czerwcowa mysza już u Madziuli :)  A i lipcowa w zaawansowanym stadiu tworzenia :P  A tymczasem kolokwia, choinka, kot... itp itd.... jakoś świąteczna atmosfera jeszcze mnie nie przytuliła :)  | Zdjęcia | Dec 6, '09 12:54 PM for everyone |
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI MIKOŁAJEK!!!
A poza tym, że dziś Mikołajki? Wyprałam, wyprasowałam, ponosiłam, oddałam, cykłam, poucinałam, i jeszcze kilka rzeczy zakończonych na -am... Ta którą najbardziej lubię to oczywiście typu mniam mniam mniam ^^ Cóż by tu pokazać... Po pierwsze na pewno choinka SAL-owa, którą dziubam z doskoku jedną niteczką DMC B5200 na szarym lnie.  Zastanawiam się, czy później choinka zostanie dodatkowo obdarowana koralikami czy cekinami, ale jakoś jak na razie niczym nie chcę kalać tego surowego piękna :) A dalej oczywiście buby!! :D Bubów już owych nie mam... zielona powędrowała do kierowniczki mamy z okazji imienin (bardzo w/w Panią kierowniczkę lubię ;) dzięki niej moja mamuśka nie dostaje rozstroju nerwowego, atmosfera w jej pracy stała się miła, a i przez to ja mam spokój w domu :P, i serdecznie w tym miejscu ową panią pozdrwaiam ;)).  Natomiast fioletowa buba zdobi gablotkę w pasmanterii Marty, z czego jestem bardzo bardzo dumna :D  Następna fotka w kolejce to ukończony szalik :) Nie jest tak prosty jak powinien być w efekcie końcowym, ale jest mój... własnoręcznie zrobiony, koronkowy, szykowny i pasuje do płaszczyka :D (zaznaczam, że płaszczyk sięga do połowy uda, więc szalik jest naprawdę długaśny ^^)   A na koniec moja dwuletnia miłość, która w końcu doczekała się wyhaftowania. Na chmurkowej aidzie 14, haftowana białą muliną oraz metalizowaną nicią DMC wyrosła mi wczoraj choinka. Największy urok polega na zwijasach oraz tym, że ciężko dostrzec naraz wszystkie elementy, gdyż biała mulina czasem stapia się z tłem. Dlatego właśnie pierwsze zdjęcie jest pod kątem, a ostatnie w czarno-białych odcieniach, aby było coś w ogóle widać ^^ Marzy mi się do niej biała rameczka, najlepiej w olejnej farbie, przecieranej błękitem :)    A teraz wracam do nauki, bo już jutro następne kolokwium. Jednak po cichu dziubam myszy i kota kiedy tylko wyrwę się od zeszytów. Więc niedługo następna porcja zdjęć ;)  | Myszor | Oct 27, '09 1:05 PM for everyone |
Następna myszka powędrowała na kalendarzu Emlut do Madziuli. Jutro przewidziany odbiór ;)  Natomiast ja z powodu kompletnego braku czasu dorywczo staram się ściubać, dziubać, dłubać i szydzić kiedy tylko popadnie. Gorączka weselna minęła (może jutro skombinuję jakieś przerażające zdjęcia ^^), teraz już tylko nauka, nauka i nauka :D (co mnie wcale nie smuci :P). Popełniam buby. Ta z błękitnymi łezkami jak na razie nie wiadomo jeszcze czyja będzie ;) Biała z fioletowymi paskami jest do gablotki w pasmanterii Marty. Tyle że zrobiłam o jeden rządek za mało (widać to w porównaniu do łezkowej) i dlatego poczyniam drugą bubkę do kompletu, tym razem z odwrotnym użyciem kolorów.   Na dodatek wynalazłam wzór szalika szydełkowego, który mnie zauroczył. Kilometr włóczki zręcznie zwinięty przez mamuśkę czekał na jakieś działanie. I szydzę. Cóż począć na chorobę ^^ Tak wygląda teraz:   A tak oto powinien on wyglądać po ukończeniu (no przynajmniej choć trochę podobnie :P)  Dla zainteresowanych wzór:  Uff... pędzę do zadań na jutrzejszą wejściówkę i przesyłam gorące buziole. Pewnie we środę zacznę już kotka na kalendarzu 5horizons oraz myszkę na kalendarzu brzyduli ;) Jedna z Blogerek - Tirena ,potrzebuje naszej pomocy,zawsze Stawaliśmy MUREM zaginęła Jej Siostra ZAGINĘŁA 6 PAŹDZIERNIKA 2009 R.
Marta Wiencek 84-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic poszukiwana jest przez policję i Centrum Itaka. Marta Wiencek wyszła z domu we wtorek rano po zakupy do sklepu i od tego czasu nie skontaktowała się z rodziną. Zaginiona czechowiczanka ma 154 cm wzrostu, szczupłą budowę ciała, włosy długie, czarne ze śladami siwizny (mogą być upięte w kok), oczy piwne. W dniu zaginięcia ubrana była w popielatoszary żakiet, czarne półbuty na płaskim obcasie, jasnobrązowe rajstopy. Zaginiona zabrała ze sobą torbę na zakupy w czerwono-czarne paski i czarny portfel. Kobieta cierpi na zaniki pamięci. Proszę o wszelkie informacje o miejscu pobytu Marty pod nr tel. 507 815 800, 032 210 3554 lub z najbliższą jednostką policji pod numerem telefonu 997 lub 112
WYSTARCZY WKLEPAĆ WIADOMOŚĆ NA SWOJEGO BLOGA, MOŻE KTOŚ WIDZIAŁ Proszę nie komentować Uszydziłam następną bubę, tym razem z koralikami. Są to jedyne koraliki, które posiadam, które nie są w kolorze niebieskim ^^ Póki nie zrobię jakichś nowych zapasów to buby będą powstawały teraz z błękitnymi łezkami różnego rodzaju ;)  Dotarły do mnie także dwie przesyłki. Myszki Emlut, za które już dzisiaj się wezmę oraz prezent z blogu Jest cudnie. To po prostu cuda!! I na dodatek te gustowne pudełeczka. Cud, miód i orzeszki :D Dziękuję bardzo :*  Mój pomocnik z planu zdjęciowego zainteresował się tasiemką, a potem domagał się czesania :) Codziennie rano mama przed wyjściem do pracy nie ma szans się umalować póki toaleta kota nie zostanie skończona. Wsadza łepek przed lusterko i domaga się wyczesania sierściucha. Ponieważ mama wyjechała na kilka dni, Fazer chodzi obrażony i ostentacyjnie wylizuje futrzaka. Aby stało się zadość dopieszczaniu kota wydrapałam go dzisiaj po sesji zdjęciowej ^^   Zawsze żałowałam, że nie znam nikogo kto mógłby mnie nauczyć szydełkować. Ani mama, ani babcie niestety nie znały tej techniki. Szukałam oczywiście i kolekcjonowałam strony z kursami oraz książki. W końcu x czasu temu popełniłam poszewkę na poduszkę. Szydełko poszło w kąt i leżało cichutko tęskniąc za szydzeniem. Ostatnio jednak trafiłam na pewien blog ;> Barbarka88, a ujrzałam tam... saszetki na mydło :D no i oszalałam na ich punkcie. Aby sprawdzić czy w ogóle dam sobie radę ze zrobieniem ich, użyłam włóczki, zamiast pędzić od razu do pasmanterii po kordonki i nici:) Zrobione z włóczki pokrowce wyszły trochę zbyt obszerne i oczywiście kosmate ;) Ale pierwsze koty za płoty. Wtedy co do nici oświeciło mnie. Będąc swego czasu w Anglii nabyłam drogą kupna za przysłowiowego funciaka komplet 5-ciu kordonków w różnych kolorach i to melanżowych. Natomiast już w Polsce w gorączce zakupowej (kiedy chciałam nauczyć się frywolitki, a marzenia te później spełzły na niczym :P) nabyłam białą nić DMC. Czyli jednak byłam zaopatrzona do produkcji pokrowców. Tak powstały moje pierwsze ale na pewno nie ostatnie buby :)    Po ukończeniu zielonej buby postanowiłam melanżowe kordonki wykorzystywać tylko do ozdobnych 2-óch okrążeń ponieważ na jedną bubę zużyłam połowę szpuli. Teraz próbuję także wpleść w ostatnie okrążenie koraliki :) Zobaczymy jak mi to wyjdzie ;)   Natomiast co do krzyżyków. Mam lekki przestój. Uszebi miała w tym tygodniu wysłać mi brakujący mysi kalendarz więc czekam na niego niecierpliwie aby nie poplątać ich kolejności. Z utęsknieniem i lekką zazdrością oglądam zdjęcia dziewczyn, które pokończyły już lipcowe i nawet sierpniowe koty i czekam na następną szmatkę :) Haft z kotem trzymającym naręcze bzu, który dostałam od Inviernity z okazji wymiany na blogu Haft dla... wylądował na torbie przywiezionej znad morza :)  Oraz podgoniłam haft z serduszkami :)   Ach zapomniałabym o wspaniałej wiadomości :D Wygrałam! Na blogu Jest cudnie prawidłowo zgadłam ile sztuk biżuterii znajdowało się na zdjęciu i teraz niecierpliwie czekam na cudną biżuterię:  A teraz wracam do szydzenia ^^ Pozdrawiam wszystkich odwiedzających :* :) Tytuł posta pochodzi z książki S. Kinga "Historia Lisey". Jest to potwór, długi i niosący śmierć. I taki pewnie będzie mój post jeśli ktoś dobrnie do jego końca :D Chyba muszę zacząć od początku.
A na początku było wielkie i straszne... lenistwo :D
Cały tydzień się obijałam, na nic nie miałam ochoty i weny twórczej. Tylko z przyzwyczajenia siadałam do dziubanka gdy oglądałam jakiś film. Zdjęcia tkwiły na kartach pamięci, notka krążyła gdzieś w myślach i listonosz przybywał z prezentami.
Dziś serducho krzyknęło: Dość lenistwa! Trza pomęczyć oczy innych przy czytaniu długaśnika!
Więc siedzę przed klawiaturą i obmyślam plan :P
Po pierwsze - X Podlaska Biesiada Miodowa
W tym roku PBM odbyła się dwa razy. Pierwszy raz w Tykocinie - z okazji odsłonięcia pomnika Włodzimierza Puchalskiego (polskiego przyrodnika, fotografika, reżysera filmów przyrodniczych. Był pierwszym, który fotografowanie przyrody określił mianem "bezkrwawych łowów". Fotografował m.in. rozlewisko rzeki Narew w Tykocinie, z którym był mocno związany.)Tradycyjnie PBM odbywa się w Kurowie (w tym roku odbyła się tydzień po PBM w Tykocinie) Byłam na tej wcześniejszej biesiadzie :) i obiecuję sobie solennie, że co roku będę starała się odwiedzać tę imprezę :D Po pierwsze moc stoisk. Oczywiście najwięcej stoisk z miodkiem, ale nie zabrakło też serów, wędlin, wędzonek, pieczywa, ciast, oscypków, chleba ze smalcem, ogórków kiszonych oraz kateringu w postaci grilla. Po drugie pokazy. Inscenizacja walki pomiędzy piechotą a oddziałem konnym. Pokaz walki szlachty bronią białą, salwy z samopałów, sokolnik niestety nie dojechał. Obkupiłam się w miodki, świece i sery :D A teraz krótki fotoreportaż z PBM: Skończone, 1 - odłożone, 2 - przekazane, 3 - wysłane. Pierwsze to pocztówka z tulipanami. Zestaw dostałam od Kasiulka, jako nagrodę w konkursie, który odbył się jakiś czas temu na jej blogu. Podoba mi się w nim zestawienie zwykłej Madeiry z Decorą (na zdj. błyszcząca - jasna zieleń i bordo).  Drugie - moje pierwsze myszki w kalendarzu RR (wzór autorstwa N. Mlodetskiej). Przeżyłam z nimi horror 2 pruć ^^. Pierwsze prawie całego obrazka, oraz drugie malutkiego fragmentu sukienki. Praca czeka u Marty na Madzialenę :)  Trzeciej pracy nie mogę jeszcze pokazać, ponieważ jest to prezent na wymianę z blogu Haft dla...Kiedy tylko wylosowana osoba dostanie paczuszkę to wtedy wstawię fotki ;) I tak sobie siedzę i się lenię :) Włatcy Móch w tle, a ja się zastanawiam co by tu dziubnąć. W kolejce dużo prac, a jeszcze więcej zaczętych :P Najważniejsze teraz będą: drugi prezent na wymianę Haft dla... (poleciały koty, a teraz jeszcze The Prairie Schoolers), myszki RR, oraz lipcowy kot (gdy go dostanę od Madzi) :) A jutro być może: 23 sierpnia, niedzielaGodz. 11.00- Msza Św. w intencji pszczelarzy połączona ze złożeniem tradycyjnych darów miodu i wosku w Kościele Św.Trójcy Godz. 12.00-17.00- degustacje i sprzedaż miodów, zwiedzanie miasta z przewodnikami Godz. 12.30-13.00- koncert kapeli Mietka Buraka Godz. 13.00-14.00- wręczenie Certyfikatów X Podlaskiej Biesiady Miodowej - prezentacja laureatów Godz. 14.00-14.30- Pokazy sokolników Godz. 14.30-15.00Prezentacja władania białą bronią Towarzystwa Jazdy Dawnej z Warszawy Godz. 15.00-16.00- Rozstrzygnięcie Konkursu na najsmaczniejszy miód Podlasia i VII Turnieju Nalewek Miodowych Godz. 16.00-17.00- Jam Sesion Górale z Zakopanego end Mietek Burak z Morusów. Przez cały czas trwania Biesiady można odwiedzać obóz sztachty tykockiej rozbity pod zamkiem za rzeką.W rolę Zagłoby wcieli się już 10 raz aktor BTL - Ryszard Doliński.Dodatkowe informacje na: www.biesiadamiodowa.orgPo pierwsze: Hohoho... Nie myślałam, że na moim blogu o cukieraskach będzie dużo wpisów, a tu jednak... Największa jak dotychczas fala cukierków zalała blogi :) Blog o cukieraskach TUTAJ lub ukryty w linku pod wielkim cukierkiem u góry strony ;) Po drugie: Jednak zamówiłam krosno. Jeszcze nie przyszło ale oczekuję ze zniecierpliwieniem. Dziewczyny drogie, bardzo bardzo mocno dziękuję za komentarze pod postem o krośnie. Naczytałam się, namyślałam, naoglądałam dzięki uprzejmości Abulinki różnych krosien. Kwadratowych, prostokątnych, stojących, na stelażach... I szczerze mówiąc najbardziej mi się podoba to kaanowskie. Popukacie się pewnie w czółko i pomyślicie, żem niespełna rozumu, ale mam coś na usprawiedliwienie ^^ Krosno kaanowskie wydaje mi się na tyle wygodne i lepsze od małych krosień trzymanych na kolanach czy stojących na słupkach, ponieważ można je tak ustawić, że będę je miała pod nosem, niezależnie od tego na jak wysokim czy niskim fotelu się rozsiądę. Mogę je sobie postawić pod nos wsuwając nóżki pod łóżko (i na pewno wtedy się na mnie nie przewróci). Nauczyłam się, że garbienie się nad pracą procentuje okropnym bólem pleców :/ Jak na razie czekam, a gdy tylko je dorwę to przetestuję i albo przeklnę albo pokocham :) Jeśli przeklnę, to za karę, że się Was nie posłuchałam będę się zmuszać do korzystania z niego ^^ Jeszcze raz dziękuję za możliwość przeczytania co każda z Was o tym myśli ;* Po trzecie: Myszy sprute... w życiu się tak nie bałam, że mogę przeciąć materiał... Na szczęście obyło się bez ran ciętych i kłutych i już wyszywam od nowa myszki weselne. Myślę, że już jutro wylądują u Marty ;) Od kilku lat marzę o krośnie do haftowania. Przez nie działające już forum Kaan trafiłam do internetowego sklepiku z zaopatrzeniem pergamano oraz krosnami. Siedziałam przed zdjęciem i w marzeniach napinałam na krośnie materiał i dizubałam zapamiętale ogromne obrazy... W rzeczywistości ogromnych obrazów nie robię ale już jakiś większy przy tamborku sprawia problem. Dużo materiału do podwijania, trzymania, ciężar tamborka, pognieciony materiał przy większym wzorze. Teraz mam okazję zakupić takowe krosno. Nagły przypływ gotówki umożliwia mi spełnienie tego marzenia. Ale jak to zwykle ze mną bywa...: póki mnie nie było stać to bardzo bardzo bardzo chciałam tego krosna. Teraz gdy już mam wystarczającą ilość mamony zaczynam się zastanawiać. Czy, aby na pewno chcę? Czy mi się przyda? Czy nie zajmie za dużo miejsca? Przynajmniej na ostatnie pytanie chyba znam odpowiedź. Jeżeli mnie pamięć oczywiście nie myli :P to na Kaan był temat o tych krosnach i wyczytałam wtedy, że jest ono składane. Wystarczy poluzować 2 czy 4 śruby i można złożone krosno, wsunąć za szafę czy pod łóżko :)  Mam tu nerwa nad przyciskiem "Zamów", ale coraz bardziej się ku temu skłaniam. Podbudujcie kobiety i powiedzcie, że mam je kupić :D Potrzebuję jakiegoś kopniaka ^^ Z innej beczki - nerwik pękł mi wczoraj... Od jakiegoś tygodnia w trybie wakacyjno-leniuchowym jeździmy z Pawłem w dzień do pewnej knajpki położonej tuż przy parku. "Odeon" ma ogródek, duży bar, świetne piwko, soki tudzież drinki, oraz muzykę która koi nerwy (jazz, blues). Ja jeżdżę z jakąś robótką, Paweł z książką. I tak w milczeniu przy napoju i papierosku spędzamy kilka godzin dziennie w ocienionym ogródku :) Wczoraj z mysim kalendarzem usiadłam do dziubania. Celem było dokończenie myszek rozpoczętych przez Uszebi (zastępuję ją w tym projekcie). Zabrałam się za ostatni (najwyższy) element i o zgrozo zauważyłam, że Uszebi źle zaczęła haft!!!! Za wysoko:[[[[[[ Wynik? @*%^&#$% Siedzę i pruję.... Po prostu żal mi nawet wymyślać jakiś komentarz, bo po ocenzurowaniu zostaną tylko wykrzykniki :/ Pozostaje spruć cały haft i zacząć kwietniowe myszy od początku... Uff... Nigdy nie lubiłam powtarzania danego wzoru :P Monotonia pełną gębą. A jednak nie odczuwałam tego tak straszliwie przy puchatkowych inicjałach. Dzisiaj skończyłam misiowe I, prace zostały wygotowane, wyprasowane, passpartou przycięte, szybki ramek wypucowane. Zapakowane w papier (z puchatkiem ^^) powędrowały do nowych właścicielek :) Jutro wyjeżdżają z powrotem do Szkocji.    A ja siedzę i dumam czy może kiedyś zrobię coś dla siebie ^^ Jutro siadam do prezentów na wymianę na blogu Haft dla... Właściwie muszę je dopieścić i powędrują w świat ;) A potem mysza nr 1, później pewnie znów kot RR i jakieś dziubanko na boku ^^ Boję się zrobić spis rozpoczętych prac... :P Jestem zagorzałą wielbicielką i stałą czytelniczką bloga Ani z Kłodzka :) Wycieczki, hafty, uśmiech, koty, miłość do rodzinnego miasta :) Trochę spóźniona, ale zapisuję się do konkursu u Ani :P Trzeba odgadnąć co kryje się na zdjęciach umieszczonych na blogu. Tutaj jedno ze zdjęć:  Natomiast tutaj nagroda główna:   Postępy widoczne gołym okiem ;) Koniec pierwszego obrazka już dzisiaj (pozostało uzupełnić fioletowy kolor w literce). Drugi obrazek będzie taki sam (oprócz literki :P)
 Poza tym zastanawiam się nad warsztatami decoupagowymi prowadzonymi w sklepie Kraina Filcu razem z dojazdem wyniosłoby to ok. 130zł. Na razie usilnie myślę, myślę i myślę i czacha mi dymi ^^ Jak zwykle, gdy rzuci mi się na mózg, serce tudzież ręce jakiś pomysł na hafcik to nie ma zmiłuj. Zamiast przemyśleć wszystko dokładnie wolę na szybkiego chwycić materiał, nici oraz igłę i działać ^^. Tak samo było z inicjałami dziewczynek. Postanowiłam wyszywać na aidzie 20, pojedynczą nitką muliny. Tylko, że nie przemyślałam tego, iż we wzorze są nici łączone (blended) po 1 pasemku z dwóch kolorów :/ Wzięłam to na sposób. Pół krzyżyka robię jednym kolorem, a drugie pół drugim :P Jak na razie zdaje to egzamin. Ada lubi kolor niebieski, Iga różowy, więc literki będą w tych odcieniach :)  Po pierwsze zaczynam znów dziubać coś na boku :) Będą to dwa obrazki z inicjałami dla dziewczynek, którymi się opiekowałam z Pawłem w Łebie :) Dziewuszki mieszkają obecnie w Szkocji i niedługo wracają tam do szkoły, więc sprężam igłę :) Na pewno już wiecie co będzie na obrazkach ;)
 Echa komentarzy: No niestety drogie kobity, nie dba się u nas o zieleń :( To smutne, zważając na to, że Polska uznawana jest za zdrowy, agroturystyczny, zielony kraj.
Przed wybudowaniem betonowego placu na terenie Białegostoku wycięto 3000 drzew i zaniedbano (zasuszono) lipy posadzone wzdłuż ul. Lipowej. Drzewa wykopane ze zlikwidowanego skwerku przesadzono. Natomiast na przeciwko Fary, aby mieszkańcom kamieniczek jednak zbyt nie przeszkadzał hałas, zasadzono nowe sadzonki, którym bardzo dużo czasu zejdzie na dorośnięciu. Czy nie byłoby łatwiejsze zasadzenie tam drzew wykopanych ze skwerku? Jak na razie dookoła placu jedyne co kwitnie to parasole stolików z pobliskich kawiarni, restauracji czy pubów. Ale zastanawia mnie co to będzie zimą :/
Dla potwierdzenia słów Krzysi o zieloności naszych osiedli :) Zdjęcia z mojego balkonu ^^
  Byłam dzisiaj na nowym Rynku Kościuszki w Białymstoku na jego oficjalnym otwarciu. Zaznaczam na początku, że zapisuję tu TYLKO i WYŁĄCZNIE moje własne zdanie ;) Nie mam zamiaru wywoływać żadnej dyskusji, chyba chcę tylko powylewać troszkę żal :P Przed modernizacją rynku, przyznaję nie wszystko wyglądało pięknie i cudownie. Teraz jest więcej przestrzeni... zwłaszcza otwartej przestrzeni. Czysto, schludnie, estetycznie i... goło! Rozumiem - plac przed ratuszem, zwieńczony odnowioną fontanną, piękne postarzane wodopojki na rogach ratusza, czy galerię zdjęć - 3 okręgi wpuszczone pod ziemię. Ale... zawsze jest jakieś ale :) Za ratuszem znajdował się mały park. Ławeczki, żywopłoty, drzewa. Miejsce nie było specjalnie zadbane (to fakt). Dlatego siły wyższe (czyt. władza) zamiast uporządkować tę zieloną oazę, co zrobiła? Oczywiście zlikwidowała ją :S Teraz w centrum miasta jest betonowa pustynia. Ławeczki stojące dookoła placu są zawsze puste, nie ma tam ani odrobiny cienia. Miałam nawet pomysł aby pójść tam z leżakiem i się poopalać :) Mam nadzieję, że władze miasta zmienią swoje betonowe poglądy i jednak zazielenią trochę te place. Bo co jak co, ale Białystok to centrum "zielonych płuc Polski". Kocham moje miasto właśnie za to, że jest zielone i czyste. Natomiast ktoś tu doszedł do perfekcyjnego pedantyzmu, czyli czystki :/ Na uroczyste otwarcie przyszło mnóstwo ludzi. Na pocztówkach (przez ostatnie kilka dni zostały one dostarczone do wszystkich mieszkań w Białymstoku) można było dostać okazjonalny stempel na stoisku poczty polskiej. 100-kilogramowy tort został podzielony między zgromadzonych. Niestety ja ze znajomymi nie uszczknęliśmy ani kawałeczka. Powodem były bezmyślne osobistości, które zamiast po otrzymaniu porcji tortu przepuścić innych obywateli. Po prostu się na tort zasadzili ^^ Byłam szczerze zdumiona widząc babcie w podeszłym wieku, elegancko ubrane i stojące z 3-4 już czystymi tackami w rękach i wyciągające się po następne ^^. Pomyślałam, że może biedne po prostu nie umieją piec żadnych ciast ^^. Po rozdaniu tortu przyszedł czas na koncert Bajmu. Hmm... hymu hym... Kozidrak ma piękny, mocny głos. Potrafi śpiewać, i to pewne że ma talent. Natomiast popieram bezsprzecznie Irenkę, która uznała ją za zmanierowaną babę. Rzeczywiście po każdej piosence łaziła po całej scenie wdzięcząc się do publiczności i czekając na oklaski. Często też krzyczała: "Czy ktoś tu jest?" "Nie słyszę was!". Gdyby tyle się nie wdzięczyła może w repertuarze tego wieczoru można byłoby upchnąc jeszcze ze 2-3 piosenki. Na szczęście na pocieszenie po koncercie puszczono sztuczne ognie. Piękne widowisko ^^ A dookoła słychać było "ochy" i "achy" :) Na koniec spacer do pobliskiego parku i na gofra z dżemem ;] O tak, to jest przyjemny wieczór ^^ A wcześniej tego dnia, siedziałam w parku i nawijałam mulinki na "boby" (czyt. bobinki:P). Za to jutro wybiorę się tam znów aby podziubać prezenty na wymianki ^^ A TUTAJ zdjęcia oraz filmik z krojenia tortu :) No i na koniec dorzucę fotkę ukończonego kotka :P 
| |